poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Camden Town

W Camden Town byłam kilka razy, ale nigdy nie miałam czasu, aby powłóczyć się po pchlich targach. W końcu dziś udało mi się wyruszyć na ich podbój.
Camden Town zdecydowanie wyróżnia się spośród innych dzielnic Londynu. To tu można spotkać ludzi o różowym kolorze włosów, z irokezem na głowie, ubranych w spodnie w czarno- czerwone bądź zielone paski, z kurtkami pełnymi naszywek ulubionych zespołów muzycznych. Wielu z nich wywołuje mój podziw ze względu na pomysłowość i odwagę. Miejsce jest tak barwne, że trudno je opisać słowami, a klimat ciężko złapać na zdjęciach. To, co mi się nie podoba, to oczywiście ogrom turystów, no ale nie można mieć wszystkiego ;)

Gdy wysiadłam z autobusu, na jednym z chodników zauważyłam tłum ludzi. Zebrali się wokół dającego mini-koncert mężczyźnie. Tak oto zaczęła się moja wyprawa po Camden Town.


Niedaleko stacji metra znajduje się pierwszy targ: The Camden Market. Będąc w Camden po raz pierwszy, wiedziałam, że na pewno tu przyjdę. Niestety, miejsce nie powaliło mnie na kolana. Przypominało rynki, jakich w Polsce pełno, w których króluje tandeta. Spodobało mi się tylko stoisko z T-shirtami - na pewno wrócę po jeden.





Rokit Vintage Clothing - naprzeciwko The Camden Market.
Idąc dalej główną ulicą, natknęłam się na Inverness Street Market. To miejsce też nie zrobiło na mnie wrażenia.

Jedynie obrazy z tego stoiska były godne uwagi.

Tandetne koszulki nawiązujące do Amy Winehouse i jej śmierci.


Wyszłam stamtąd i kontynuowałam swój spacer wzdłuż głównej ulicy. Niektóre sklepy miały bardzo fajne, hm, ozdoby? nad wejściem.


Sklep z pięknymi sukienkami w stylu rockabilly.


Później trafiłam do Camden Lock. Tu mi się podobało. Wyroby hand made, malutkie sklepiki vintage...



Największą uwagę poświęciłam stoiskom z... jedzeniem :) Tak naprawdę tylko się przyglądałam, ale następnym razem na pewno na coś się skuszę.


Tu kupiłam bezalkoholową piña coladę.

Była IDEALNA.
Z napojem w ręku, kupionym parę minut wcześniej, poszłam dalej. Znalazłam się w Camden Stables Market - raju. Wchodząc do tego miejsca, przenosisz się do małego miasteczka (to naprawdę wygląda jak miniaturowe miasteczko), w którym znajduje się wszystko - od restauracji, przez sklepiki vintage, po sklepy z pamiątkami. Owszem, można to znaleźć choćby w Camden Lock, ale to miejsce ma tak niesamowity klimat, że jedyne, na co ma się ochotę, to przechadzanie się po tych malutkich uliczkach.




Cudowne walizki vintage.






Poniżej zdjęcie przedstawiające wejście do sklepu Cyberdog. Właściwie sklepu połączonego z klubem, a przynajmniej takie odnosi się wrażenie, będąc w środku. Soczewki kontaktowe i kosmetyki świecące w ultrafiolecie, ubrania o niesamowitych kształtach, wszystko doprawione niesamowicie głośną muzyką, kolorowymi światłami i tancerkami(!) - to trzeba zobaczyć. Nie można było robić zdjęć w środku, nad czym niesamowicie ubolewam, dlatego dodaję link do strony sklepu, na której można zobaczyć te rzeczy, a także do filmiku, który znalazłam na youtube - namiastka tego, co tam się dzieje. Dodam jeszcze, że chciałam przymierzyć tę sukienkę w kolorze czarnym - idąc do przymierzalni zatrzymał mnie sprzedawca (swoją drogą, wyglądał jak cyborg ;)) i powiedział, że aby przymierzyć tę sukienkę, najpierw trzeba za nią zapłacić, a później, przy oddaniu rzeczy sprawdzają, czy się nie uszkodziła, i dopiero wtedy zwracają gotówkę.


I już w drodze powrotnej na przystanek autobusowy.






3 komentarze:

  1. świetne <3 pójdziesz do nieba, jak kupisz mi tshirt z freddie'm mercurym! : ) sully

    OdpowiedzUsuń
  2. koszuleczka z wisienkami <3

    OdpowiedzUsuń