sobota, 27 sierpnia 2011

Regent Street

Regent Street jest jedną z ulic, w której królują sklepy, głównie z odzieżą. Stąd jest bardzo blisko do dzielnicy Soho, West End, do Picadilly Circus czy na Oxford Street, z którą się krzyżuje.
Ja wysiadłam z autobusu na Picadilly Circus, aby przejść ulicę od początku do końca.
Dziś raczej nie za dużo opisu, głównie zdjęcia.







Weszłam na chwilę do sklepu Ferrari.



A później do Hamleys. Ten sklep z zabawkami wymaga osobnego posta ;) Swoją drogą, wiele sklepów w Londynie tego wymaga.

Skręciłam na popularną Carnaby Street (która należy do Soho), ale po chwili wróciłam na Regent St.




Już Regent St.

Weszłam do sklepu Apple, żeby pobawić się tamtejszymi zabawkami ;)

Tu skrzyżowanie z Oxford Street.


I na koniec: siedziba BBC :)





piątek, 26 sierpnia 2011

Tate Modern

Nie jestem fanem ani znawcą sztuki, ale do Tate Modern z chęcią się wybrałam, bo wiem, że sztuka nowoczesna potrafi zaskoczyć. I nie mówię, że pozytywnie czy negatywnie, po prostu zaskakuje.
Jeśli ktoś jest zafascynowany taką tematyką, na pewno powinien to zobaczyć. Jeśli nie, też oczywiście może tam pójść, jednak głównie dla zabicia czasu lub chęci odwiedzenia czegoś nowego.
W muzeum spędziłam 2 godziny (jest całkiem spore). Jest podzielone na mniejsze i większe sale w taki sposób, że nie wiedziałam, czy w danej sali już byłam, czy nie.
Podsumowując: można zobaczyć rzeczy fajne, zaskakujące, można zobaczyć rzeczy nudne i głupie, ale i tak polecam, tym bardziej, że wstęp jest bezpłatny :)
Niestety nie mam zdjęć budynku z zewnątrz, rozładowała mi się bateria w aparacie.



Polski akcent.

Bez głów.






O tym, że artystki są gorzej traktowane od artystów.




Wiele osób siadało przed obrazami bądź rzeźbami, aby je naszkicować.

Zdjęcia z wnętrza budynku




W sklepie z pamiątkami spodobała mi się ta książka:



Nie wydaje mi się, że tymi zdjęciami przekonam kogoś do odwiedzenia tego miejsca, ale jak już wcześniej napisałam - nie było aż tak źle ;) Dodam, że w rzeczywistości jest ciekawiej niż na zdjęciach.

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Camden Town

W Camden Town byłam kilka razy, ale nigdy nie miałam czasu, aby powłóczyć się po pchlich targach. W końcu dziś udało mi się wyruszyć na ich podbój.
Camden Town zdecydowanie wyróżnia się spośród innych dzielnic Londynu. To tu można spotkać ludzi o różowym kolorze włosów, z irokezem na głowie, ubranych w spodnie w czarno- czerwone bądź zielone paski, z kurtkami pełnymi naszywek ulubionych zespołów muzycznych. Wielu z nich wywołuje mój podziw ze względu na pomysłowość i odwagę. Miejsce jest tak barwne, że trudno je opisać słowami, a klimat ciężko złapać na zdjęciach. To, co mi się nie podoba, to oczywiście ogrom turystów, no ale nie można mieć wszystkiego ;)

Gdy wysiadłam z autobusu, na jednym z chodników zauważyłam tłum ludzi. Zebrali się wokół dającego mini-koncert mężczyźnie. Tak oto zaczęła się moja wyprawa po Camden Town.


Niedaleko stacji metra znajduje się pierwszy targ: The Camden Market. Będąc w Camden po raz pierwszy, wiedziałam, że na pewno tu przyjdę. Niestety, miejsce nie powaliło mnie na kolana. Przypominało rynki, jakich w Polsce pełno, w których króluje tandeta. Spodobało mi się tylko stoisko z T-shirtami - na pewno wrócę po jeden.





Rokit Vintage Clothing - naprzeciwko The Camden Market.
Idąc dalej główną ulicą, natknęłam się na Inverness Street Market. To miejsce też nie zrobiło na mnie wrażenia.

Jedynie obrazy z tego stoiska były godne uwagi.

Tandetne koszulki nawiązujące do Amy Winehouse i jej śmierci.


Wyszłam stamtąd i kontynuowałam swój spacer wzdłuż głównej ulicy. Niektóre sklepy miały bardzo fajne, hm, ozdoby? nad wejściem.


Sklep z pięknymi sukienkami w stylu rockabilly.


Później trafiłam do Camden Lock. Tu mi się podobało. Wyroby hand made, malutkie sklepiki vintage...



Największą uwagę poświęciłam stoiskom z... jedzeniem :) Tak naprawdę tylko się przyglądałam, ale następnym razem na pewno na coś się skuszę.


Tu kupiłam bezalkoholową piña coladę.

Była IDEALNA.
Z napojem w ręku, kupionym parę minut wcześniej, poszłam dalej. Znalazłam się w Camden Stables Market - raju. Wchodząc do tego miejsca, przenosisz się do małego miasteczka (to naprawdę wygląda jak miniaturowe miasteczko), w którym znajduje się wszystko - od restauracji, przez sklepiki vintage, po sklepy z pamiątkami. Owszem, można to znaleźć choćby w Camden Lock, ale to miejsce ma tak niesamowity klimat, że jedyne, na co ma się ochotę, to przechadzanie się po tych malutkich uliczkach.




Cudowne walizki vintage.






Poniżej zdjęcie przedstawiające wejście do sklepu Cyberdog. Właściwie sklepu połączonego z klubem, a przynajmniej takie odnosi się wrażenie, będąc w środku. Soczewki kontaktowe i kosmetyki świecące w ultrafiolecie, ubrania o niesamowitych kształtach, wszystko doprawione niesamowicie głośną muzyką, kolorowymi światłami i tancerkami(!) - to trzeba zobaczyć. Nie można było robić zdjęć w środku, nad czym niesamowicie ubolewam, dlatego dodaję link do strony sklepu, na której można zobaczyć te rzeczy, a także do filmiku, który znalazłam na youtube - namiastka tego, co tam się dzieje. Dodam jeszcze, że chciałam przymierzyć tę sukienkę w kolorze czarnym - idąc do przymierzalni zatrzymał mnie sprzedawca (swoją drogą, wyglądał jak cyborg ;)) i powiedział, że aby przymierzyć tę sukienkę, najpierw trzeba za nią zapłacić, a później, przy oddaniu rzeczy sprawdzają, czy się nie uszkodziła, i dopiero wtedy zwracają gotówkę.


I już w drodze powrotnej na przystanek autobusowy.